Spełniam swoje marzenia - wywiad z dyrektorem kreatywnym marki Bohoboco

Z okazji 10-lecia istnienia na polskim rynku marki Bohoboco dyrektor kreatywny Michał Gilbert Lach opowiada o tym, jak na przestrzeni tych lat zmieniało się podejście do mody, w jaki sposób przeobrażała się sama marka, co będzie królować na wybiegach w przyszłym roku i czy powstanie kiedyś męska kolekcja Bohoboco.

Marka Bohoboco jest spełnieniem Pana marzeń, a może rzeczywistość przerosła wyobrażenia?

Zdecydowanie jest spełnieniem moich marzeń, ale jak to bywa z marzeniami – kiedy spełni się jedne, natychmiast pojawiają się nowe i ta lista coraz bardziej się wydłuża. Na pewno jednym z największych moich pragnień było stworzenie autorskiej linii niszowych perfum i cieszę się, że udało mi się to zrealizować. Zaprezentowaliśmy je na najważniejszych targowych imprezach dedykowanych markom niszowym, m.in. dwukrotnie braliśmy udział we florenckich targach Pitti Fragranze. To bardzo ważna impreza, która odbywa się od kilkudziesięciu lat i jest porównywalna do ceremonii rozdania Oscarów. O udziale w targach decyduje grupa ekspertów z branży, którzy wybierają marki z najlepszymi produktami i dużym potencjałem – Bohoboco Perfume dołączyło do tego zacnego grona. To zdecydowanie potwierdzenie mojej wizji, że kolekcja perfum zdobędzie uznanie nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Pierwsze sukcesy już nadeszły, poza naszym krajem te wyjątkowe perfumy można kupić między innymi w Belgii, Danii, Rosji, Francji czy Anglii, a nasze plany obejmują wejście na kolejne rynki w Europie Zachodniej.

Czy zauważył Pan, że w każdym z tych krajów inne zapachy cieszą się popularnością?

Faktycznie, jest to nieco zróżnicowane. Choć niezmiennie i niezależnie od rynku, dwa zapachy z naszej kolekcji – Vanilla Black Pepper i Sea Salt Caramel – są najczęściej wybierane, cały czas są uznawane za jedne z ciekawszych. W przypadku pozostałych widać jednak regionalne preferencje, np. Coffee White Flowers, które w Polsce nie zostały docenione, zachwycają poza naszymi granicami. Tak samo jest w przypadku Red Wine Brown Sugar – w branży niszowych perfum, wśród znawców i krytyków, ten ekstrawagancki zapach wywołuje wielkie uznanie, natomiast u nas nie cieszy się popularnością. I wreszcie moje ukochane perfumy, od których jestem totalnie uzależniony, czyli Olibanum Gardenia. Od nich zaczynam dzień i nie potrafię się z nimi rozstać ani na chwilę. Zauważyłem, że ten zapach najbardziej jest ceniony na Bliskim Wschodzie, tam, gdzie ludzie potrzebują mocniejszego podkreślenia swojej osobowości.

Co sprawiło, że właśnie te perfumy skradły Pana serce?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę najpierw wyjaśnić, skąd czerpałem inspiracje do stworzenia całej kolekcji. Linia Bohoboco Perfume to nic innego jak wspomnienia z całego mojego życia, a przede wszystkim z czasów dzieciństwa. To tak, jakbym zamknął je w pięknych flakonach. Z Olibanum Gardenia wiąże się historia z moją babcią, która jest mi niezwykle bliska. Jej marzeniem było, żebym został księdzem. Z tego powodu w dzieciństwie byłem ministrantem i któregoś dnia to mi przypadło zadanie rozpalania kadzidła podczas mszy. Nie mogłem sobie jednak z tym poradzić, a wiedziałem, że w czasie liturgii, tak jak na pokazach mody, na wszystko jest odpowiedni timing. Dosłownie w ostatniej chwili udało mi się je rozpalić, ale to, co zapamiętałem z tamtego wydarzenia, to moment, jak wbiegłem z kadzidłem za ołtarz, a tam było mnóstwo białych kwiatów. W ten sposób zapach kadzidła zmieszany z wonią tych roślin to było właśnie to, co później po latach chciałem utrwalić w swoich perfumach. Dlatego zawsze powtarzam, że w tym zapachu ukryta jest cała moja osobowość. Oczywiście perfumy to tylko jeden ze sposobów na jej wyrażanie, moda niezmiennie pozostaje moją pasją.



Moda to bardziej sztuka czy jednak biznes?

Żyjemy w czasach ogromnych przemian zachodzących w modzie. Coraz częściej zastanawiam się, w którą stronę będzie się to rozwijać, bo przecież moda początkowo mocno była związana ze sztuką, a ubrania tworzono niemal jak dzieła sztuki. W ostatnich latach obserwujemy jednak coraz większy konsumpcjonizm i komercjalizację, również – o ile nie głównie – w branży modowej. Wszystkie wielkie sieci handlowe sprawiły, że moda stała się bardziej biznesowo-użytkowa. Mam jednak poczucie, że oddanie steru rynkowi wymusiło rezygnację z wizjonerskiego tworzenia mody i narzuciło zbyt duże tempo zmian, czego efektem są dzisiaj odejścia dyrektorów kreatywnych czy upadki niektórych marek z historią. To wszystko dzieje się również w Polsce. Ale ja jestem wizjonerem i jestem przekonany, że nie musi to oznaczać upadku tej branży, moda po prostu musi ruszyć w jakimś nowym kierunku. Podświadomie czuję, że będą wracać konsumenci takich marek jak Bohoboco, doceniając nasze doświadczenie, indywidualne podejście do klienta, najwyższą dbałość o detale i zamiłowanie do jakości. Nasze kolekcje to nie ubrania na jeden sezon, jak jest w przypadku oferty z sieciówek. Bohoboco nie pójdzie w kierunku fast fashion – to wynika z wartości marki i szacunku do naszych klientek.

Tworząc kolekcje, podobno inspiruje się Pan sztuką współczesną, dlatego chciałam zapytać, którzy artyści najmocniej pobudzają Pana wyobraźnię?

Nie umiałbym wymienić tylko jednego twórcy. Inspiruje mnie zarówno architektura, rzeźba, jak i malarstwo. Dużo czerpię również z teatru, filmu, muzyki czy z różnych performance`ów. Ze wszystkiego, co nas otacza. Podczas podróży uwielbiam usiąść w kawiarence i obserwować zachowania ludzi, a także ich styl ubierania się. Za każdym razem przekonuję się, że jest między nami wiele różnic w podejściu do mody, a zwłaszcza w tym, że wciąż nie potrafimy się nią bawić tak, jak inne nacje. Jesteśmy zachowawczy, za bardzo przywiązujemy się do swojego wyglądu. Teraz na przykład bardzo modne są szerokie, obszerne marynarki z wielkimi poduszkami, ale Polki nie są do nich przekonane, bo mają poczucie, że wyglądają w nich niekorzystnie, a przecież wystarczy cofnąć się do lat 80. – przecież takie właśnie ubrania nosiły nasze babcie i mamy. Gdy ostatnio rozmawiałem o tym z moją mamą, powiedziała, że nie ubrałaby takiej wielkiej marynarki, bo czułaby się w niej grubo i niekomfortowo. Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież całe życie widziałem ją właśnie w takich ubraniach, nie mogłem zrozumieć, skąd nagle pojawiło się u niej takie przekonanie. I podam jeszcze jeden przykład. Pamiętam jak kiedyś bardzo modne były szerokie spodnie i kiedy w pewnym momencie pojawiły się rurki, to w Polsce nie tak szybko się przyjęły. Początkowo nawet były uważane za ubiór zbyt odważnych kobiet, a teraz, gdy moda znów lansuje szerokie spodnie, nikt nie chce zrezygnować z rurek. Wszyscy przyzwyczaili się, że sylwetka świetnie się w nich prezentuje. Dlatego uważam, że dzisiaj głównym zadaniem mody jest wyciągać ludzi ze strefy komfortu i uczyć ich, jak można bawić się modą, a przy okazji jeszcze lepiej wyrażać siebie i w pełni komunikować się ze światem.

Bohoboco to moda dla kobiet, a nie myślał Pan nigdy o stworzeniu męskiej kolekcji, zwłaszcza że w pierwszych latach istnienia marki pojawiały się ubrania dla panów?

W pierwszej naszej kampanii był jeden męski zestaw, poza tym zaczynaliśmy od poprawek krawieckich – wśród klientów mieliśmy wielu mężczyzn. Nigdy jednak nie produkowaliśmy męskiej odzieży, ale po dziesięciu latach prowadzenia Bohoboco zamarzyło mi się coś, czego bardzo zazdroszczę moim koleżankom po fachu, a mianowicie możliwości pójścia do showroomu swojej marki i włożenia ubrań własnego projektu. Tego, że podczas produkcji mogą same je przymierzyć i sprawdzić, jak się w nich czują. W moim przypadku, tworząc markę tylko kobiecą, nie mam takiej możliwości. To zainspirowało mnie do pracy nad nowym projektem związanym z męską modą, ale na tym etapie jeszcze jest za wcześnie, by zdradzać szczegóły. Zachęcam do śledzenia tego, co będzie się działo w Bohoboco w najbliższym czasie.

Powróćmy jednak do pań. Jaka jest kobieta Bohoboco?

To silna, pewna siebie, świadoma swojej wartości i spełniona kobieta. Potrafi adaptować się do zmieniającej się wokół niej rzeczywistości, lubi podejmować decyzje, a także mieć wpływ na to, w co się ubiera. I tak, jak zmieniają się kolejne sezony, ja sam i marka Bohoboco, tak samo przeistacza się kobieta, która nas inspiruje do tworzenia kolekcji – ciągle próbuje czegoś nowego, nieustannie poszerza swoje horyzonty. Na pewno więc kobieta, którą pamiętam z początku naszej działalności, a ta obecna, jest o dziesięć lat dojrzalszą, bardziej doświadczoną, mądrzejszą osobą, która coraz bardziej otwiera się na świat i nowe doznania.



Mielcarz, Norowicz, Salamon, Jasek, Żmuda-Trzebiatowska… Pana kolekcje zawsze mają kobiecą twarz. Najpierw szuka Pan ambasadorki czy raczej, kiedy kolekcja jest już gotowa, zastanawia się Pan, która kobieta najpełniej mogłaby odzwierciedlić jej ducha?

Staram się to ze sobą łączyć, choć najpierw oczywiście powstaje produkt – zapach lub ubranie – za pomocą którego kreuję pewien świat. I pod tą moją koncepcję szukam później osoby, która najlepiej odzwierciedla jej charakter, emocje, energię. Muszę przyznać, że mam wyjątkowe wyczucie w doborze ambasadorek, bo wiele z nich właśnie po kampanii Bohoboco zaczęło odnosić sukcesy na świecie. Najlepszym tego przykładem jest Helena Norowicz, która podjęła decyzję o przejściu na emeryturę i nagle, z dnia na dzień, stała się rozpoznawalną osobą. Zaczęła dostawać mnóstwo zleceń, propozycji ról serialowych i teatralnych. I choć musiała porzucić wcześniejsze plany o spokojnym życiu na emeryturze, to zyskała o wiele więcej – zaczęła spełniać swoje najskrytsze marzenia. Zaledwie w ciągu pół roku od pierwszej naszej kampanii zdobyła tytuł „Ikona stylu” w ELLE Style Awards. Nagle, nie tylko polskie media, ale również zagraniczne, zaczęły się nią interesować. I wcale się temu nie dziwię, bo jest niezwykłą, inspirującą i godną podziwu kobietą. Pani Helena uzmysłowiła mi, co tak naprawdę jest sensem życia, udowodniła, że mając nawet ponad 80 lat, wciąż można pięknie wyglądać, cieszyć się życiem, mieć ciekawą osobowość i bogate wnętrze, a to przecież jest najcenniejsze w człowieku.

Co będzie znakiem rozpoznawczym w modzie w 2020 roku?

Na pewno mocny odcień różu, neonowa fuksja – ta barwa zawładnie światem. Podobnie jak czarny zawsze był kolorem numer jeden, to myślę, że teraz ta mocna fuksja zawróci ludziom w głowach. Dodatkowo, w zgodzie ze światowymi trendami, bardzo modne będą wegańskie skóry, a także oversizowe ubrania, które nie eksponują ciała, ale pozwalają się nieco schować.

Jeśli miałby Pan zarekomendować naszym czytelniczkom jedną rzecz, która z kolekcji Bohoboco obowiązkowo powinna pojawić się w ich zimowej szafie, to byłyby to…

Płaszcze. W sezonie jesienno-zimowym, kiedy pogoda nas nie rozpieszcza, jest to coś, co tak naprawdę od razu widać. Sam bardzo je lubię i mam ich całą kolekcję. Uważam, że na płaszcz zawsze warto wydać pieniądze, bo może nas mocno określić. Poza tym stworzyliśmy piękną kolekcję karnawałową z nowoczesnych, lejących się, miękko układających się cekinów, która jest ponadczasowa i bardzo charakterystyczna. Warto zwrócić uwagę na garnitur cekinowy, w którym Małgosia Socha była na ramówce Polsatu. Gdybym był kobietą, to na pewno byłby to must have w mojej szafie.

Czy w trakcie podróży miał Pan okazję uczestniczyć w hucznych karnawałowych obchodach?

Często w okresie świąt Bożego Narodzenia, sylwestra i karnawału robię sobie wakacje. Podróżując po świecie, miałem więc okazję zobaczyć różne podejścia do witania Nowego Roku czy w ogóle do imprezowania i zauważyłem, że jedno, co na pewno wszystkich łączy, to potrzeba dobrej zabawy i miłego spędzania czasu, ale rzeczywiście z różną energią ludzie przeżywają te same momenty.

Rozmawiała: Katarzyna Wierzba